Po drugiej stronie promptera. Historia i ewolucja serwisów informacyjnych

Wiadomości TVP z roku 1999

Włączcie sobie wydanie telewizyjnych wiadomości sprzed 15 lat, a zdziwicie się, jak archaicznie wygląda – choć wówczas wydawało się nowoczesne i efektowne. Mało formatów zmieniło się pod względem metod realizacji tak dalece, jak serwisy informacyjne. Przyjrzyjmy się ich ewolucji.

Pierwsze kroki

Trudno wskazać pierwszy w historii serwis informacyjny. Czy uznać za takowy próbną, pokazową transmisję NBC z 1936 r., w której zawarto przegląd informacji nakręcony z myślą o kinowych projekcjach? Czy emitowany dwa razy dziennie 15-minutowy program CBS z 1941 r., który oglądała jednak tylko garstka posiadających telewizor widzów? Może będzie to popularniejszy Meet the Press z 1947 r., produkowany przez stację NBC? A może pierwszy względnie popularny komercyjny serwis informacyjny, czyli TV News od CBS, który szerszą publiczność zyskał około roku 1948? Czyli wtedy, gdy liczba odbiorników telewizyjnych w całych Stanach Zjednoczonych nie przekraczała 10 tys.?

Pierwsza transmisja NBC, w tym pierwsze informacje

Którykolwiek program informacyjny nie byłby tym pierwszym – na pewno pionierami byli Amerykanie; Brytyjczycy dorobili się pierwszych codziennych wiadomości dopiero w 1954 r., co zawdzięczali telewizji BBC. Wbrew pozorom Polacy nie pozostawali daleko w tyle. Pierwszym programem informacyjnym w rodzimej telewizji były Wiadomości Dnia, których emisja rozpoczęła się w 1956 r., czyli aż cztery lata po uruchomieniu Telewizji Polskiej. W 1958 r. zastąpił je Dziennik Telewizyjny – choć w jego przypadku określenie „program informacyjny” jest stosowane na wyrost. Serwis był jednym z największych narzędzi propagandy peerelowskiej władzy – jednak to on, z braku konkurencji, stał się synonimem telewizyjnych wiadomości.

W 1989 r., czyli w czasie przemian ustrojowych, Dziennik zmieniono w Wiadomości, aby odciąć się od niechlubnej przeszłości. Dla podkreślenia, że program jest nowym projektem, a nie spadkobiercą propagandowego serwisu, tłem, na którym w pierwszym wydaniu wystąpił prezenter Wojciech Reszczyński, była biała ściana. W 1991 r. do Wiadomości dołączyła Panorama z TVP2, zaś rok później pojawiły się polsatowe Informacje (od 2004 r. „Wydarzenia”). W 1997 r. Fakty TVN-u (które wcześniej, choć bez tak spektakularnego sukcesu, emitowano w Telewizji Wisła). Tym samym ukształtowała się czołówka polskich serwisów informacyjnych.

Miejsce dla prezentera

W pierwszych latach istnienia telewizji serwisy informacyjne były siłą rzeczy proste: prezenter (opcjonalnie z partnerem lub gościem) filmowany był za pomocą jednej statycznej kamery. Jego rola ograniczała się do wytrzymywania nieznośnie mocnego i gorącego światła reflektorów oraz czytania wiadomości z kartki; niekiedy dochodziło do tego pokazywanie miejsc wydarzeń na stojącej w tle mapie. Kiedy popularność telewizji zaczęła rosnąć, w serwisy informacyjne zaczęto wplatać ujęcia z innych kamer, statyczne zdjęcia, a nawet reportaże kręcone przez oddelegowane do tego zadania ekipy, najczęściej nie współpracujące na stałe z telewizją, lecz działające jako osobne firmy związane z branżą filmową.

Studio wiadomości NBC z roku 1949

W pierwszych serwisach informacyjnych prezenter czytał z kartki, lecz problem odwracania wzroku od widza rozwiązano bardzo szybko. W roku 1950 powstały pierwsze telepromptery, czyli urządzenia ustawiane przy kamerze, czy wręcz scalone z kamerą, pokazujące prezenterowi tekst do przeczytania. Korzysta się z nich do dziś – i choć nie zmienił się ogólny sposób ich działania (pokazywanie przewijającego się tekstu), to obecnie promptery są cyfrowymi ekranami, podczas gdy ponad 60 lat temu były to rolki, na które nawinięto i przewijano ręcznie papier z nadrukowanym tekstem.

Prezydent Eisenhower czyta z telepromptera, 1952

Choć prezenter miał przede wszystkim czytać i wyglądać poważnie, szybko stał się symbolem: człowiekiem, któremu publiczność ufała i który samą swoją obecnością gwarantował wiarygodność informacji. W Stanach Zjednoczonych takimi monolitami prawdy byli Walter Cronkite czy Edward R. Murrow, zaś w Wielkiej Brytanii Kenneth Kendall. Choć ludzi tych podziwiano za trzymanie się złotych zasad dziennikarstwa, w rzeczywistości ich występy od obiektywizmu często dzieliła gruba ściana – obiektywne dziennikarstwo bowiem, jak zauważa profesor Richard Taflinger z Washington State University, jest mitem.

Polska również miała dziennikarskich celebrytów: Eugeniusza Pacha, Jana Suzina czy Irenę Dziedzic – których ceniono pomimo ewidentnie propagandowego charakteru Dziennika. Status tych telewizyjnych legend różnił się jednak od tego, którym cieszy się dziś Tomasz Lis: prezenter, ale i showman; felietonista i komentator, jednym słowem: ktoś kto nie tyle dostarcza informacje, lecz je interpretuje.

Jak to się robiło

Pod względem technicznym wiadomości stale ewoluowały. Nie trzeba było długo czekać, by przy ich realizacji zaczęto używać większej liczby kamer – co pozwoliło wykorzystywać dodatkowych prezenterów do prognozowania pogody czy omawiania wiadomości sportowych. Na przełomie lat 40. i 50. stosowano już tzw. dolly, czyli wózki na których poruszano kamerę, umożliwiając jej delikatny i płynny ruch – nie wykorzystywano ich jednak w większym zakresie.

Operator stacji NBC na wózku dolly

Pierwsze serwisy informacyjne trwały po 15 minut, zaś standard 30-minutowy wprowadzono na początku lat 60. Wtedy też po raz pierwszy zaczęto pokazywać relacje świadków danego zdarzenia, których wypowiedzi filmowały oddelegowane do tego ekipy. Pionierem takiego podejścia do dziennikarstwa telewizyjnego była amerykańska Westinghouse Broadcasting Company, zaś jej ideę rozwinięto w latach 70. Wtedy to sami reporterzy zaczęli relacjonować wiadomości z miejsca zdarzenia, często na żywo, w maksymalnie 90-sekundowych segmentach. Format ten nazwano „Action News”.

W latach 70. wiadomości były już bardziej efektowne. Kamera dynamicznie zmieniała ujęcia, zaś scenografia stała się bogatsza. Standardem stało się wyświetlanie plansz informacyjnych za prezenterem, a wkrótce także pokazywanie pracującej w tle redakcji – jak w wielu serwisach robi się do dziś (przy czym w niektórych przypadkach jest to tylko scenografia pełna statystów, co podczas jednego z gościnnych występów w takim programie bezlitośnie wytknął komik Russell Brand).

RTV News z roku 1980

Jak to się robi dziś

W serwisach informacyjnych kamera przez długi czas pozostawała niemalże nieruchoma. Zmieniały się co prawda statyczne ujęcia, ale na efektowne najazdy na prezenterów musieliśmy czekać do XXI wieku. To wtedy bowiem scenografia zaczęła się rozrastać i wykraczać poza stół z ekranem w tle. Co ciekawe, trend szybko się odwrócił: większość dzisiejszych serwisów korzysta ze scenografii w szczątkowej postaci. Ale zacznijmy od wyjątków.

Studio Faktów TVN, źródło: TVN24.pl

Serwisy dysponujące największym budżetem, takie jak Fakty, wciąż korzystają z pełnego, bogatego wystroju. W przypadku produkcji TVN jest to przestronne studio z videowallem, czyli zakrzywionym ekranem o długości ponad 17 metrów i rozdzielczości 10240 x 1440 pikseli. Wiadomości są filmowane za pomocą kilku kamer rozmieszczonych w różnych częściach studia, przy czym za charakterystyczne dla Faktów długie, płynne ujęcia odpowiadają kamery umieszczone na ruchomym kranie – wysięgniku umożliwiającym kręcenie efektownych ruchomych ujęć z różnych perspektyw. Choć sam kran poruszany jest ręcznie, to umieszczoną na nim kamerą można operować za pomocą zdalnego sterowania.

Serwisy z mniejszym budżetem – zarówno programy mniejszych telewizji ogólnopolskich czy regionalnych, jak i lokalne wydania dużych programów informacyjnych – często korzystają z minimalnej dekoracji wspieranej przez technologię green screenu. Rozpostarta za prezenterami płachta o kolorze odcinającym się od strojów i reszty dekoracji – najczęściej zielona – pozwala wstawić w tło dowolny obraz. Jaskrawą barwę można bowiem łatwo wyodrębnić za pomocą komputera i zamiast niego pokazać, przykładowo, cyfrowe przedłużenie scenografii. W ten sposób niskim kosztem przekonuje się widzów, że prezenterzy przebywają w efektownym, przestronnym studiu – choć pomieszczenie tak naprawdę jest ciasne i bez wypełnionego tła wygląda ubogo.

Tak to widzimy

A tak studio wygląda naprawdę

Dodajmy, że green screen to technika popularna i efektowna, ale mimo wszystko nie nowa; z jej analogowej odmiany w ograniczonym zakresie korzystały już serwisy informacyjne w latach 70.

Co dalej?

Pod względem treści już od lat 80. programy informacyjne dryfują w stronę infotainment, czyli informacji przedstawianych w sposób rozrywkowy, często nie do końca wiarygodny. Nie trzeba być analitykiem branży, by spodziewać się dalszego ograniczania obiektywnych i istotnych treści na rzecz komentarzy do spraw niezbyt ważnych, za to głośnych i emocjonujących. Przeciwwagę dla dużych programów telewizyjnych stanowią jednak informacje podawane na sposoby nieznane jeszcze przed kilkoma laty – na przykład za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Dzisiejsza technologia pozwala każdemu bawić się w dziennikarza. Możliwe, że za kilka pokoleń tradycyjne serwisy informacyjne odejdą do lamusa lub przekształcą się w inny, jeszcze bardziej efektowny i rozrywkowy format. To jednak tylko domysły. Gdyby zapytać w latach 70. Jana Suzina, jak będą wyglądać programy informacyjne w roku 2014, zapewne jego wizja odbiegałaby od rzeczywistości. Futurolodzy rzadko trafiają ze swoimi wróżbami – toteż zamiast zgadywać, jak będzie wyglądać przyszłość, radzimy po prostu na nią poczekać.

Kadr z filmu “Idiokracja”