Ultradźwięki, kable i podczerwień. Jak zmieniały się piloty do telewizora?

W roku 1950 świat się zmienił. ZSRR weszło w posiadanie bomby atomowej, Indie ogłosiły się republiką, w Rzymie uchwalono Europejską konwencję praw człowieka, a w Ameryce… do sklepów trafił pierwszy prawdziwy pilot do telewizora. Serialowe maratony z dnia na dzień stały się o wiele przyjemniejsze.

Ucząc się na błędach

Potencjał zdalnego sterowania rozmaitymi urządzeniami został dostrzeżony przez ludzkość stosunkowo późno, bo dopiero na przełomie XIX i XX wieku. Uwagę na możliwości bezprzewodowej komunikacji jako pierwszy zwrócił Nikola Tesla, który w 1889 r. zbudował urządzenie do sterowania niewielką eksperymentalną łodzią. Jego osiągnięcie przeszło jednak bez echa.

Docelowym odbiorcą technologii miała być amerykańska marynarka wojenna, lecz mundurowi uznali, że sterowanie radiowe jest zbyt trudne i niedokładne, by sprawdziło się w warunkach bojowych. Dokonaniami Tesli zainteresowali się jednak Niemcy, którzy już podczas I wojny światowej zaczęli zatapiać okręty wroga, korzystając ze zdalnie sterowanych łodzi z ładunkami wybuchowymi. Wkrótce do arsenału rozmaitych państw dołączyły kontrolowane na odległość pociski czy torpedy.

Idea operowania urządzeniami za pomocą radia szybko wyszła poza kręgi wojskowe. W latach 30. i 40. w Stanach Zjednoczonych spopularyzowały się piloty do garażowych drzwi czy kierowane radiem modele samolotów. Powstały także piloty do odbiorników radiowych, np. słynny także ze względu na nazwę Mystery Control firmy Philco.

Co ciekawe, pierwsze próby zdalnego kontrolowania telewizji podjęto znacznie później – dopiero w roku 1948, czyli 20 lat po rozpoczęciu nadawania przez pierwsze (wtedy jeszcze eksperymentalne) stacje TV. Prekursorem pilotów było podpinane do odbiornika za pomocą kabla urządzenie Telezoom, współpracujące tylko z telewizorem Garod 10TZ20. Umożliwiało ono powiększenie obrazu na ekranie za naciśnięciem przycisku – trudno więc nazwać je pilotem telewizyjnym z prawdziwego zdarzenia.

Na miano takie zasługuje wyprodukowany w roku 1950 Lazy Bones firmy Zenith. Był to przypominający zapalniczkę kontroler do zmiany programów. Również łączył się on z odbiornikiem za pomocą przewodu, lecz pod względem funkcji przypominał już współczesnego nam pilota. Choć w swoim czasie Lazy Bones uważano za mały przełom, to z perspektywy czasu krytykowano je ze względu na długi, wijący się kabel, który – jeśli wierzyć Internetowi – dla mnóstwa telewidzów stał się przyczyną wielu bolesnych upadków.


Technologia dawała pole do ulepszeń, a Zenith nie zamierzał spocząć na laurach. Już w 1955 r. firma dostarczyła na sklepowe półki Flash-Matic. Był to kolejny krok na drodze telewizyjnej ewolucji – pierwszy telewizyjny pilot bezprzewodowy: pomysłowy, ale zawodny. Na współpracujących z nim odbiornikach umieszczono cztery fotokomórki – po jednej w każdym rogu ekranu.

Sam pilot był w zasadzie małą, precyzyjną latarką; świecąc w wybraną komórkę, widz mógł włączyć lub wyłączyć telewizor, przełączyć kanał, a także zwiększyć lub zmniejszyć głośność. Rozwiązanie to wyprzedzało swoją epokę, lecz tkwiła w nich ogromna wada: fotokomórki były na tyle czułe, że w pogodne dni rejestrowały także promienie słońca, zmieniając program w najmniej odpowiednim momencie.

W samo sedno

Sprawne i bezstresowe zdalne sterowanie telewizorem stało się możliwe w roku 1956. Zaledwie rok po zaprezentowaniu światu Flash-Matica Zenith zaskoczył technologią o wiele wygodniejszą i bardziej precyzyjną.

Futurystycznie wyglądający Space Command (co za fantastyczna nazwa!) komunikował się z podłączanym do telewizora odbiornikiem za pomocą ultradźwięków, czyli dźwięków o bardzo wysokiej częstotliwości, niesłyszalnych dla człowieka. Pilot nie wykorzystywał baterii ani żadnego innego źródła zasilania – odpowiedni dźwięk powodowało samo uderzanie w klawisze. Było to rozwiązanie wygodne, ale niezwykle kosztowne (dodatkowy odbiornik dźwięku kosztował 1/3 ceny telewizora). W rezultacie zrezygnowano z niego na rzecz pilotów z bateriami, generujących sygnały elektronicznie. Mimo wszystko pomysł zdalnego sterowania za pomocą ultradźwięków się przyjął; z rozwiązania tego korzystano przez blisko 25 lat.

Na początku lat 80. dobre zostało wyparte przez lepsze. Pojawiły się piloty będące niejako następcami Flash-Matica. Były to kontrolery na podczerwień, które po naciśnięciu przycisku wysyłały do czujnika w telewizorze sygnał świetlny. Nie wiadomo, kto jako pierwszy wdrożył tę technologię. Producenci zaczęli z niej korzystać niemal równocześnie, ale nie ma w tym nic dziwnego – wszak była ona względnie tania, a przy tym praktycznie niezawodna.

Przypadkowe hałasy nie powodowały zmiany kanałów, zaś manipulowanie przyciskami nie sprawiało, że wszystkie psy w okolicy zaczynały szczekać (co było problemem w erze wczesnych pilotów ultradźwiękowych). Wadę urządzeń na podczerwień stanowiła jednak konieczność dość dokładnego wycelowania w czujnik optyczny.

Pilot zmienia świat, świat zmienia pilota

Za powstanie pilotów i ich ewolucję w największym stopniu odpowiada wielokrotnie przywoływana w tekście firma Zenith. Jej też w dużym stopniu zawdzięczamy kształt współczesnej telewizji.

Pierwsze piloty telewizyjne powstały jako odpowiedź producentów sprzętu na kontrowersyjną nowość w repertuarze – przerwy reklamowe. Bojąc się, że widzowie zniechęcą się reklamami, a następnie samą telewizją, inżynierowie Zenitha opracowali rozwiązanie pozwalające uwolnić się od nachalnej promocji. Jak miało się okazać, zmienili też nawyki telewidzów… i model biznesowy nadawców.

Wbrew intencjom swoich wynalazców pilot do telewizora wywołał lawinę zmian. Reklamy stały się szybsze i bardziej konkretne. Nadawcy zaczęli pokazywać je nie tylko między programami, ale także w ich trakcie. Wzrosło tempo filmów, seriali i programów telewizyjnych, okazało się bowiem, że widzowie zmieniają kanały także podczas powolnych i nudnych scen. Zmieniły się wreszcie same piloty; powstały kontrolery praktyczne do każdego typu sprzętu RTV. Odbiorniki oraz same kontrolery zyskały tak wiele opcji, że konsumenci poczuli przesyt – na co branża audio-wideo odpowiedziała pilotami uniwersalnymi, mającymi opcję programowania przycisków. A przecież na tym nie koniec.

Technologia wciąż ewoluuje w kierunku skuteczności i prostoty użytkowania, a pilot do telewizora nadal się zmienia. Odbiorniki czy odtwarzacze płyt można już kontrolować za pomocą smartfonów, tabletów czy kontrolerów dedykowanych konsolom do gier. Powstają pierwsze piloty pozwalające operować telewizorem za pomocą ruchu, a także piloty-wskaźniki, dzięki którym wystarczy wycelować w punkt na ekranie i kliknąć, by wykonać pożądaną akcję. Co ciekawe, niektóre z najnowszych rozwiązań powracają do starych technologii – np. do komunikacji radiowej, ta bowiem nie zmusza użytkownika do celowania w określone receptory.

LG w ciekawy sposób rozwinęło zastosowania tych urządzeń. Magic Remote to w zasadzie kontroler ruchowy, który działa jak wskaźnik. Za pomocą widocznego na ekranie kursora wybiera się poszczególne opcje, a menu przewija za pomocą rolki przypominającej kółko komputerowej myszki. Dzięki temu bardzo wygodnie można korzystać z przeglądarki internetowej czy funkcji Smart. Można też używać gestów – np. narysować pilotem literkę „V”, aby przejść do listy programów. Pilot ma także mikrofon, dzięki czemu możliwa jest nawigacja głosowa. Producent obrał kierunek, który jego zdaniem łączy najlepsze elementy klasycznych rozwiązań z ułatwieniami oferowanymi przez nowe technologie.

A może macie własne wizje futurystycznych pilotów?

Autorem tekstu jest Michał Puczyński

 

 

  • Kornel Synal

    TESLA W 1989 JUŻ DAWNO NIE ŻYŁ !

    • http://gadzetomania.pl Jan Blinstrub

      1889, poprawiliśmy, dzięki.

      • Michał

        W zasadzie to w 1898. Czeski błąd.:)

  • xXx

    No ale oczywiście ostatni, NAJLEPSZY SUPER DUPER PILOT jest firmy LG… Nie wiem, po co wchodzić na blog reklamowy, który tylko zamydla oczy.

    • JaczHasiek

      A jaki pilot jest lepszy od Magic Remote? Przecież możesz napisać, chętnie zobaczymy. wg mnie MR to naprawdę coś i powinna być wzmianka w historii pilotów o takim urządzeniu, którym można, poza zmianą kanałów, machać i mówić do niego.

      • aaa

        logitech harmony 1100

        • Koval

          Nie do końca jest lepszy. Logitech to uniwersalny i może obsługiwać kilkanaście urządzeń jednocześnie, natomiast zastanawiam się jak miałby w tym momencie zastąpić Magic Remote i scroola.

  • Koval

    W sumie Magic Remote daje nową jakość, ponieważ widzę że mijają czasy z milionami przycisków. Teraz jest kilka i to wiele ułatwia, jest bardziej intuicyjnie.