Seibert, Dolan, Hassel i inni. Ludzie, których nie znasz, a którzy zmienili oblicze telewizji

Czasem słyszysz nową, przebojową piosenkę i masz wrażenie, że skądś już ją znasz. To dlatego, że artyści na potęgę wykorzystują sample ze starszych, zapomnianych albo niedocenionych utworów. Podobnie jest z telewizją. Za trendy tak oczywiste, że nawet o nich nie myślisz, odpowiadają ludzie, których nazwiska nigdy nie słyszałeś. Na przykład…

Fred Seibert

O Seibercie świat (nie) usłyszał wraz z premierą MTV; młody wówczas wizjoner pracował w niej jako dyrektor kreatywny. MTV okazała się przełomem na wielu frontach: nie tylko stanowiła nowy format telewizyjny, ale stała się również medium, które zrewolucjonizowało stylistykę teledysków oraz doprowadziło do zmiany postrzegania telewizji przez muzyków. Dość powiedzieć, że Metallica zmieniła swój styl na bliższy popowi właśnie przez MTV, aby trafić w gusta jej widzów.

Wróćmy jednak do Seiberta. Ten miłośnik radia i twórca niezależnej wytwórni płytowej Oblivion Records odpowiadał za identyfikację wizualną i dźwiękową MTV. To on wpadł na pomysł (i zrealizował go pomimo protestów producentów), żeby logo stacji w reklamówkach i dżinglach zmieniało kolory. Stało się to znakiem rozpoznawczym nowej telewizji.

To Seibert wymyślił szaloną wizualną pstrokaciznę, błyskawicznie zmontowaną i niezwykle dynamiczną, która stała się symbolem telewizji nowego pokolenia. Stylistykę tę zaadaptował potem m.in. kanał Nickelodeon (zresztą też pod pieczą Seiberta) czy Cartoon Network. Dodajmy, że Seibert założył studio animacji, które współtworzyło takie kultowe kreskówki, jak „Johnny Bravo”, „Chojrak” czy „Atomówki”.

Mówiąc krótko: bez Seiberta dzisiejsza młodzieżowa telewizja wyglądałaby zupełnie inaczej. Jak? Prawdopodobnie o wiele nudniej i bardziej sztampowo.

Johannes Hendrikus Hubert de Mol

Kto by się spodziewał, że holenderski milioner, jeden z najbardziej znanych biznesmenów w Europie, jest twórcą najpopularniejszego reality show w historii. Mowa o „Big Brotherze”, który zapoczątkował boom na tego typu rozrywkę – i to nie w jednym, nie w dwóch, tylko w co najmniej w 25 krajach całego świata, tyle bowiem powstało regionalnych edycji programu. Nie licząc setek nieoficjalnych naśladowców.

Z czasem koncepcja „Big Brothera” ewoluowała, ale wydaje się, że to właśnie oryginalna seria de Mola była najciekawsza ze wszystkich. Dlaczego? Ponieważ stawiała na surowość. Pierwszy „Wielki Brat” rzucał uczestników do pozbawionego luksusów środowiska, oferując im tylko to, co niezbędne do przetrwania. Oczywiście założenie to było cyniczne i miało przede wszystkim wywoływać konflikty w grupie, ale przyznacie chyba, że ciekawiej ogląda się ludzi radzących sobie w trudnych warunkach niż spędzających czas w jacuzzi.

Po „Big Brotherze” de Mol opracował jeszcze formaty Fear Factor i Deal Or No Deal – oba głośne, choć bardziej popularne za granicą niż u nas.

Charles Dolan

Lubicie „Grę o tron”? „The Walking Dead”? „Breaking Bad”? „House of Cards”? Te i mnóstwo innych seriali zapewne nie powstałyby, gdyby nie HBO – telewizja, która jako pierwsza odważyła się zainwestować duże pieniądze w produkcję ambitnych seriali dla dorosłego widza.

Do końca lat 90. w telewizji królowały produkcje raczej nieskomplikowane: sitcomy, telenowele i seriale proceduralne, w każdym odcinku skupiające się na innej sprawie i pod koniec zwykle przywracające status quo. Była to rozrywka w sam raz do obejrzenia i zapomnienia, nieangażująca i produkowana zwykle niskim kosztem. Dopiero sukcesy „Oz”, „Rodziny Soprano”, „The Wire”, „Deadwood” czy „Kompanii braci” – „dużych” seriali ze stajni HBO – sprawiły, że telewizje zaczęły masowo inwestować w projekty głębsze, rozbudowane fabularnie, często angażując przy tym reżyserów i aktorów z najwyższej półki.

No dobrze, ale kim był Charles Dolan? To twórca HBO – czyli człowiek, któremu zamarzyła się telewizja oferująca repertuar kinowej jakości. Jego projekt, początkowo skromna kablówka o niewielkim zasięgu, sprawił, że wielu z nas marzy o dobie 50-godzinnej, czyli wystarczająco długiej, by obejrzeć wszystkie świetne seriale, którymi jesteśmy wręcz zasypywani.

Dzieje się tak, ponieważ wzorem HBO ochoczo podążają inne stacje. AMC (kolejna telewizja Dolana) trafiła w dziesiątkę z „Breaking Bad” i „Mad Men”, a jej „The Walking Dead” cieszy się ogromną popularnością mimo nierównego poziomu. Wszyscy, nawet Fox, History Channel czy Netflix, inwestują w seriale najwyższej klasy. To dowodzi, że widzowie chcą produkcji poważnych i dojrzałych, co do niedawna wcale nie było oczywiste, lecz stało się jasne w dużej mierze dzięki Dolanowi.

Gratisowa ciekawostka: HBO, czyli Home Box Office, było nazwą roboczą, którą Dolan i jego partnerzy zamierzali zmienić przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Ralph Matthews i Karl Hassel

Dwaj amerykańscy przedsiębiorcy inwestowali w technologię już w latach 20. ubiegłego wieku, zaś prawdziwego telewizyjnego przełomu dokonali w latach 50. Wtedy to ich firma Zenith – obecnie należąca do LG – wprowadziła na rynek eksperymentalny, współpracujący z chicagowską stacją telewizyjną KS2XBS system Phonevision.

Dziś znamy go jako pay-per-view.

Tak, płacenie za wybrany film czy za możliwość obejrzenia wybranej sportowej imprezy było możliwe już 60 lat temu. Oczywiście urządzenie Zenith, które podłączano do telefonu i telewizora, miało ograniczone możliwości i jeszcze bardziej ograniczony repertuar, jednak jego odbiór był bardzo pozytywny. Użytkownicy (a było ich trzystu) twierdzili, że woleliby oglądać filmy właśnie w taki sposób: w domu, zamiast tracić czas na wycieczkę do kina.

Sami kiniarze uznali pay-per-view za nieudany eksperyment, ale trudno im się dziwić. Zapewne widzieli w systemie zagrożenie dla własnych interesów. Podobnie było z odtwarzaczami wideo, które początkowo też nie spotkały się z ich entuzjastycznym przyjęciem.

Niestety Phonevision nie zyskało popularności, wskutek czego widzowie musieli czekać na pay-per-view z prawdziwego zdarzenia jeszcze niemal 30 lat. A konkretnie do 16 września 1981 roku, czyli walki bokserskiej Sugar Raya Leonarda z Hitmanem Hearnsem transmitowanej w tym systemie. Zarobiła ona dla sieci Viacom górę pieniędzy. Później poszło z górki. Wtedy jednak sama koncepcja systemu nie była niczym nowym. Fundamenty pod nią, także technologiczne, dawno temu położyli Matthew i Kassel.

Dodajmy, że Zenith był jednym z pionierów technologii pilota do telewizora, o czym pisaliśmy jakiś czas temu.

* * *

Czy to już wszyscy wielcy i nieznani? Ależ skąd. Historia telewizji pełna jest przełomów tak technologicznych, jak i artystycznych, które zawdzięczamy anonimowym wizjonerom. Temat jest ogromny i niemożliwy do ujęcia w jednym artykule, dlatego zapewne jeszcze do niego wrócimy.

Możliwość komentowania jest wyłączona.