LG Soundplate LAP340: nowoczesny system audio, minimalistyczne wzornictwo i… nareszcie zero kabli!

fot. Katarzyna Sekuła

fot. Katarzyna Sekuła

Jeśli nie chcecie instalować w domu zestawu kilku głośników (którym przeważnie towarzyszy chaotyczna plątanina kabli), warto rozważyć zakup soundplate’a. Ten opracowany przez LG na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie, ale po kilku tygodniach testów możemy bez wahania stwierdzić, że ma duże możliwości.

Producent słusznie sugeruje, by soundplate ustawić… pod telewizorem. Dokładnie tak, nie ma się czego obawiać, nasz płaszczak nie zrobi mu żadnej krzywdy. A oszczędzimy dzięki temu sporo miejsca.

Potęga dźwięku

LAP340 ma tylko 35 mm wysokości, ale brzmi naprawdę dobrze. Jakość i moc dźwięku zawdzięczamy 4.1 kanałowemu systemowi dźwięku przestrzennego. Dwa subwoofery (które są zainstalowane od spodu) też robią swoje.

120-watowy system sprawdza się i przy filmach, i przy muzyce. Przetestowaliśmy go między innymi na najnowszym filmie o Thorze, w którym czekała zarówno imponująca ścieżka dźwiękowa, jak i dynamiczne kosmiczne bitwy (a także wszelkie towarzyszące temu odgłosy). Mocne basy podczas słuchania muzyki też robią wrażenie.

Co ciekawe, soundplate sam bardzo dobrze rozpoznaje, co akurat oglądamy, i dobiera odpowiedni tryb. Spryciarz!

Ze wszystkich źródeł

Głośniki mają podwójne magnesy neodymowe. Po co? Po to, by wytworzone pole magnetyczne było aż ośmiokrotnie mocniejsze niż w przypadku tradycyjnych magnesów.

fot. Katarzyna Sekuła

fot. Katarzyna Sekuła

Umiejscowienie na stałe pod telewizorem sprawia, że sprzęt trudno nazwać mobilnym. Każdorazowe przemieszczenie go w obrębie mieszkania wiąże się z podniesieniem telewizora i wysunięciem go. Jeśli nie jesteśmy Pudzianem, potrzeba do tego dwóch osób.

fot. Katarzyna Sekuła

fot. Katarzyna Sekuła

Ale to wcale nie znaczy, że mamy ograniczone możliwości w kwestii podłączania źródeł dźwięku. Poza tradycyjnym kablem optycznym można też łączyć soundplate z dowolnym urządzeniem przez Bluetooth.

A to znaczy, że tuż po wejściu do domu można odpalić Spotify ze smartfona. Nie ma też problemu ze sparowaniem soundplate’a z laptopem.

Bez plątaniny

Wyjątkowo urzekł nas wspomniany już brak kabli – naprawdę męczące są te ciągnące się po mieszkaniu kilometry zawijasów. Zwłaszcza gdy mamy w mieszkaniu kota, choć i ludziom zdarza się o nie potykać, czyż nie?

Dawno nie widzieliśmy też tak prostego pilota. Z jego obsługą nie powinien mieć problemu absolutnie nikt, ze wspomnianym przed chwilą kotem włącznie.

Zresztą prostota i minimalizm to właśnie to, za co można ten sprzęt pokochać. Z tyłu znajdują się tylko cztery przyciski! Tyle, jak się okazuje, w zupełności wystarcza. Nie ma też żadnego wyświetlacza – tylko dioda migająca na różne kolory w zależności od tego, czy akurat sprzęt paruje się z jakimś innym czy może robi coś innego.

fot. Katarzyna Sekuła

fot. Katarzyna Sekuła

Podsumowując: jeśli brakuje wam porządnego systemu audio w domu, a tradycyjne zestawy głośników z jakiegoś powodu wam nie odpowiadają, zdecydowanie warto rozważyć zakup. Polecamy też przyglądanie się kolejnym generacjom tego urządzenia, bo już je zapowiedziano!

 

  • Koval

    4.1 – CIEKAWe. Podoba mi się też ten brak kabli .Definitywnie widzę postęp, a rozmiary tez są bardzo atrakcyjne. :)