Jak ożywają rysunki? Krótka historia animacji

Choć zarówno kreskówka sprzed roku, jak i ta sprzed 50 lat jest historią opowiedzianą za pomocą ruchomych obrazków, te produkcje pod względem technicznym różni praktycznie wszystko. To wynik ponad stu lat ewolucji technik animacji.

Pierwsze próby stworzenia animowanych filmów podejmowano już w końcówce XIX wieku. Jednym z pionierów tej sztuki był Francuz Emile Reynaud, twórca praksinoskopu: prostego projektora, który umożliwiał wyświetlanie ruchomych obrazów narysowanych bezpośrednio na przezroczystej taśmie.

Wynalazek był przełomowy, ale powstał zbyt późno: tuż przed rewolucją wywołaną przez kinematograf braci Lumiere. Choć założony przez Reynauda Theatre Optique (kino, w którym wyświetlano jego proste krótkometrażówki) spotkał się z ogromnym zainteresowaniem, błyskawiczny rozwój branży filmowej sprawił, że praksinoskop szybko został uznany za urządzenie przestarzałe, ograniczone i nieciekawe. Sfrustrowany wynalazca wrzucił swoje dzieło do rzeki i do końca życia żył w biedzie.

Jak to mówią: złe miłego początki.

Droga do standardów

Za pierwszą prawdziwą animację uważana jest „Fantasmagorie” Emile’a Cohla (1908), a za jedną z najważniejszych „Gertie The Dinosaur” (1914). Chociaż między tymi produkcjami nie dokonał się wielki skok technologiczny, w obu przypadkach techniki animacji znacząco się różniły.

„Fantasmagorie” zrealizowano metodami mocno eksperymentalnymi: fotografując serię rysunków przy zastosowaniu podwójnej ekspozycji, czyli wielokrotnego naświetlania jednej klatki. Celowo zachowano kolory z negatywu, aby zamiast czarnych linii na białym tle uzyskać efekt rysunków wykonywanych kredą na tablicy. Technologia była w tym przypadku i narzędziem, i celem produkcji; treść filmu stanowiła tylko dodatek.

„Gertie” znacznie bardziej skupiał się na treści: to pierwsza kreskówka, której bohater był… bohaterem, to znaczy miał imię, charakterystyczny wygląd i osobowość. Animacja powstała dzięki sfotografowaniu serii kadrów narysowanych na przezroczystym papierze ryżowym. Aby poprawnie odwzorować ruch gada, reżyser Winsor McCay konsultował się z naukowcami. Tę praktykę animatorzy stosują do dziś.

W „Gertiem” po raz pierwszy w historii wykorzystano klatki kluczowe. Najpierw narysowano najważniejsze kadry, a następnie stworzono łączniki między nimi. Wszystkie rysunki miały specjalne znaczniki, które pozwoliły dokładnie dopasować położenie kolejnych kadrów i ograniczyć drgania obrazu. Tym samym McCay położył fundament pod całą nową gałąź sztuki, dając początek regułom produkcji, które obowiązują do dziś.

Krok za krokiem

Kreskówki zyskały kolory już w 1911 roku wraz z premierą „Little Nemo” – kolejnej produkcji McCaya. Barwny obraz jeszcze przez kilkanaście lat miał jednak pozostać rzadko stosowaną ciekawostką.

Kolejnym przełomem technicznym był „Steamboat Willie” (1928) Walta Disneya i Uba Iwerksa. Kreskówkę, która rozpoczęła światową karierę Myszki Miki, w swoim czasie uważano za projekt bardzo ryzykowny, bo… udźwiękowiony.

Już wcześniej podejmowano próby stworzenia animacji ze ścieżką dźwiękową, ale synchronizacja z obrazem sprawiała ogromne trudności. Pod koniec lat 20. dźwięk w kinie wciąż był nowością. Choć wiedziano, jak powinien brzmieć film aktorski, animacja pozostawała niezbadanym terytorium. Artyści musieli opracować efekty dźwiękowe, które pasowałyby do specyficznego stylu kreskówki.

Dziś brzmienie filmów animowanych uznajemy za coś oczywistego, ale ekipa Disneya nie miała żadnego wzoru; nic nie było wówczas proste ani pewne. Walt Disney obawiał się spektakularnej porażki, więc w trakcie produkcji zorganizowano pokazy testowe, aby podjąć decyzję o kontynuowaniu lub przerwaniu pracy. Film okazał się strzałem w dziesiątkę.

Powstał godny podziwu dźwięk, pozostało więc dopracować wygląd. W roku 1933 Ub Iwerks (już niezwiązany z Disneyem) wynalazł kamerę wieloplanową, dzięki której kreskówki zyskały nieznaną wcześniej głębię obrazu. Efekt osiągnięto, fotografując jednocześnie kilka oddzielnych warstw obrazu.

Byle taniej

Już w drugiej dekadzie ubiegłego wieku filmy animowane stały się potężnym biznesem. Można się domyślić, jakie były tego efekty: od prób opatentowania animacji jako takiej, przez połączenia i rozłamy studiów, kariery robione na plecach innych ludzi, aż po ewidentne podrabianie popularnych postaci czy afery związane z prawem autorskim. Chodziło o pieniądze, i to właśnie pieniądze, a nie dostępna technologia czy artystyczne decyzje miały w dużym stopniu wpłynąć na rozwój animacji. Przynajmniej w Stanach Zjednoczonych.

W innych częściach świata filmy animowane rozwijały się własnym torem; nawet szybciej niż w USA, ale mniej efektownie. Pierwszy pełnometrażowy film animowany stworzył Argentyńczyk Quirino Cristiani („El Apostol”, 1917). Również Cristiani jako pierwszy wykorzystał dźwięk w pełnometrażowym filmie animowanym („Peludopolis”, 1931). Rosjanie jako pierwsi stworzyli pełnometrażowy film w technice stop-motion (o której później), a w 70. Polak Julian Antoniusz eksperymentował z łączeniem wycinanek, rysunków i elementów wydrapanych bezpośrednio na taśmie filmowej. A jednak to Amerykanie zrobili z animacji wielki biznes i dotarli z nią do milionów odbiorców.

W latach 40. istnieli już kultowi bohaterowie klasycznych dziś kreskówek. Rynek dzieliły między siebie głównie ekipy Disneya (Mickey, Donald), Warner Bros. (Bugs, Daffy) i MGM (Droopy, Tom i Jerry), ale mniejsze studia też potrafiły zagarnąć kawałek tortu (np. Walter Lantz Production i Woody Woodpecker, Fleischer Studios i Betty Boop oraz Popeye). Warto odnotować, że w roku 1940 poznali się pracujący dla MGM Bill Hanna Joe Barbera, którzy w 1957 mieli zacząć działać na własną rękę, odnosząc bezprecedensowe sukcesy w telewizji.

Wraz z upowszechnieniem się nowego medium zmieniły się techniki realizacji kreskówek. Choć taki gigant jak Disney mógł pozwolić sobie na korzystanie z najlepszych dostępnych środków (uciekając się nawet do nagrywania scen z udziałem aktorów, aby móc dokładnie odwzorować ruch na papierze), skromne budżety telewizyjne nie pozwalały na taki rozmach.

Studio Hanna-Barbera doprowadziło do perfekcji technikę zwaną limited animation, polegającą na recyklingu rysunków i animowaniu tylko tych części ciała postaci, które miały się w danej chwili poruszać. Przykładowo: głowa i tułów Freda Flintstone’a były elementami narysowanymi osobno. W scenach dialogowych tułów pozostawiano bez zmian w każdej klatce; podmieniano tylko poruszającą się głowę. Zmniejszono także liczbę klatek animacji.

Choć studio Disneya otwarcie gardziło tak ograniczonym stylem, to tańsze, produkowane szybciej kreskówki podbiły telewizję i wyniosły Hannę i Barberę na szczyt.

Nieunikniony postęp

Wraz z rozwojem technologii pojawiały się nowe metody animacji, choć alternatywy dla filmów rysunkowych istniały od początków kina. Rotoskopia (odrysowywanie zdjęć klatka po klatce) została wynaleziona w roku 1915, a już w 1907 r. powstało stop-motion.

Pierwszy film stworzony z użyciem tej metody nakręcił Stuart Blackton; był to „The Haunted Hotel”. Stop-motion polegało na fotografowaniu klatka po klatce kukiełek w różnych fazach ruchu. Tę czasochłonną technikę wciąż wykorzystuje się w produkcji filmów animowanych (jednym z ostatnich jest „Frankenweenie” z 2012), lecz zadomowiła się ona głównie w filmach aktorskich. Za jej pomocą kreowano realistyczne efekty specjalne, m.in. w przełomowym „King Kongu” (1933).

Wadą stop-motion zawsze był brak rozmycia ruchu; nawet pieczołowicie animowani bohaterowie ruszają się skokowo. Aby tego uniknąć, modele w trakcie naświetlania klatki filmowej zaczęto delikatnie przesuwać. Powstałe w ten sposób rozmycie dało złudzenie płynnego ruchu. Technikę tę nazwano go-motion. Opracowano ją w latach 20., ale dopracowano dopiero w 80. Zanim Spielbergowi pokazano próbki animacji komputerowej, dinozaury z „Parku Jurajskiego” miały być animowanymi poprzez go-motion modelami.

Na przełomie lat 70. i 80. coraz większą rolę – także w popkulturze – zaczęły odgrywać komputery. Pierwszą cyfrową krótkometrażówką był „Hummingbird” z 1967 r., lecz obrazy generowane komputerowo na dobre wkroczyły do animacji dopiero w erze takich filmów, jak „Rock and Rule” (1983) i „The Black Cauldron” (1985).

„Luxo Jr.” z 1986 stała się pierwszą w całości komputerową krótkometrażówką nominowaną do Oscara. Film stworzyło studio Pixar, znane dziś z „Toy Story”, „Gdzie jest Nemo?” i mnóstwa innych przebojów. W telewizji animacja cyfrowa zadomowiła się wraz z serialem „Quarxs” (1990-1993). Od tamtej pory animacja komputerowa istnieje równolegle z tradycyjną.

…jeśli możemy jeszcze mówić o tradycyjnej animacji rysunkowej.

Znak czasów

Filmy czy seriale animowane wciąż są rysowane, ale proces ten wygląda inaczej niż kilkadziesiąt lat temu. Ze względu na czas potrzebny do realizacji kreskówki jeden serial często tworzy kilka niezależnych ekip. Wszystkie korzystają z dokładnych instrukcji opracowanych przez twórców; zawierają one informacje o proporcjach ciała bohaterów, ich ubraniach, ruchach czy wyrazach twarzy. Niezależnie od tego, kto rysuje postać, musi ona wyglądać tak samo – przez co tworzenie filmów animowanych stało się zajęciem w pewnym sensie mechanicznym, na niższych poziomach wyłącznie odtwórczym. Standardem jest obecnie tworzenie przez ekipę główną wyłącznie klatek kluczowych i wynajmowanie tanich studiów z Azji do narysowania wszystkiego, co ma się znaleźć między nimi.

Zdarza się, że produkcje wyglądające na rysunkowe często są rysowane tylko w części. W „Królu lwie” (1994), filmie na pierwszy rzut oka stuprocentowo tradycyjnym, przebiegające stado antylop stworzono poprzez powielenie jednej trójwymiarowej antylopy, a następnie zastosowanie techniki cel shading. Polega ona na obrysowaniu konturem modelu 3D w celu nadania mu cech rysunku. W hicie Disneya komputer wykorzystano także do obróbki barwnej, oświetlenia scen czy kadrowania.

Seriale takie jak „Family Guy” są rysowane ręcznie, ale nie na papierze – artyści wykorzystują nowoczesne tablety graficzne. Nawet prosty, „wycinankowy” “South Park” powstaje w całości dzięki potężnemu oprogramowaniu komputerowemu.

Zdarza się, że filmy tradycyjne posiłkują się komputerem w celu automatycznego dorysowania klatek i zwiększenia płynności ruchu, zaś filmy animowane komputerowo są celowo tworzone na podobieństwo tradycyjnej animacji. Niekiedy trudno rozpoznać różnicę.

Czy to znaczy, że miłośnicy tradycyjnej animacji nie mają już czego szukać we współczesnej telewizji? Nic podobnego. Komputer jest tylko narzędziem. Zanim powstanie trójwymiarowy model, tworzony jest klasyczny koncept graficzny, a grafika cyfrowa nie generuje się sama, tylko jest pieczołowicie tworzona przez utalentowanych artystów.

Zmienia się technika animacji, ale wysiłek włożony w jej produkcję jest równie duży jak sto lat temu.

  • Chumanista

    Aż nie mogę uwierzyć, że kaczor donald czy myszka miki jest już tak stara. W tym artykule są wymienione wg mnie najlepsze bajki i jestem pewny, że będę je puszczał swoim dzieciom.

    • sdfsfddsfs

      brygada rr ;-p

  • Dulk9

    Brawo. Więcej takich artykułów poproszę! :)

  • piohabi

    pewnym przełomem była też nagrana przez Badaczy pisma świętego – Fotodrama stworzenia

  • rozczochrany

    Ciekawe, że w historii animacji nie zapisali się żadni Rosjanie, ani Japończycy, ale widać nikogo w tej dziedzinie nie było… wróć, byli i to wywarli niesamowity wpływ na cały rynek, ale oczywiście w tym wpisie tego nie ma.

    • Michał Puczyński

      “W innych częściach świata filmy animowane rozwijały się własnym tokiem – nawet szybciej niż w USA, ale mniej efektownie.
      Pierwszy pełnometrażowy film animowany stworzył Argentyńczyk Quirino
      Cristiani („El Apostol”, 1917). Również Cristiani jako pierwszy
      wykorzystał dźwięk w pełnometrażowym filmie animowanym („Peludopolis”,
      1931). Rosjanie jako pierwsi stworzyli pełnometrażowy film w technice
      stop-motion (o której później), a w 70. Polak Julian Antoniusz
      eksperymentował z łączeniem wycinanek, rysunków i elementów wydrapanych
      bezpośrednio na taśmie filmowej. A jednak to Amerykanie zrobili
      z animacji wielki biznes i dotarli z nią do milionów odbiorców”.

      No niestety nie da się napisać o wszystkim, kiedy tematem jest ponad 100 lat istnienia ogromnej branży. Tekst skupia się na tym, co przełomowe, a dla czytelnika choć trochę rozpoznawalne. Gdyby pisać o wszystkim, można by napisać książkę. I wiele takich powstało.:) Jeśli szukasz dokładniejszych informacji, sprawdź np. http://www.amazon.com/World-History-Animation-Stephen-Cavalier/dp/0520261127/ref=pd_sim_b_2

      • rozczochrany

        zgoda, jest to temat rzeka, ale pisanie wpisu na blogu zatytułowanego Krótka Historia Animacji i nie wspomnienie o Rosjanach i Japończykach, przy których Amerykanie zawsze byli i będą jakieś 100 lat jest po prostu śmieszne, niech będzie inny tytuł, albo niech będzie dodany akapit z wzmianką o bardziej zaawansowanych kolegach.

  • rafik

    kiedy coś nowego o nowych TV kompletna cisza nowego samsunga widziałem osobiście w M1 za ok 33000 jak dla mnie LG jest w tyle

  • jacekRR

    A ja bym chciał sobie obejrzeć Króla Lwa na TV zakrzywionym, ta bajka, a raczej animka jest świetna. Przy współczesnych technologiach i innowacyjności laboratoriów tworzących owy sprzęt można sobie naprawdę dogodzić :) . Jeszcze trochę a nie trzeba będzie się ruszać żeby kanały zmieniać.