Epitafium dla pagera

Noszenie go za połą marynarki było marzeniem aspirujących biznesmenów. Był oznaką statusu, sygnalizował przedsiębiorczość i dowodził, że nadążasz za technologiami. Wspomnijmy pager – urządzenie, które poległo w technologicznej wojnie.

„Bat-sygnał to nie pager” – mówi Batman do Nicole Kidman w “Batman Forever”, a ja trzaskam się otwartą dłonią w czoło, żegnając iluzję ponadczasowości, którą udało się osiągnąć w poprzednich filmach z serii. Zniszczyła ją krótka kwestia dotycząca technologii mającej zastosowanie tylko w krótkim przedziale czasowym. Pagery to lata dziewięćdziesiąte – wtedy bowiem zagościły w popkulturze, stając się insygniami japiszonów, przestępców i gliniarzy. Ich historia sięga jednak bardziej odległych czasów.

Technologiczna prehistoria

Pierwszy pager został opatentowany w roku 1949 w Nowym Jorku. Jego twórcą był Al Gross, któremu zawdzięczamy również powstanie krótkofalówki. Urządzenie działało na zasadzie przesyłania informacji radiowej o połączeniu telefonicznym za pomocą sieci radiostacji. Ze zbliżonej technologii korzystała już policja w Detroit w roku 1929, lecz w ograniczonym zakresie; sama idea nie była zaś kontynuowana na szerszą skalę przez 20 kolejnych lat.

Choć wynalazek Grossa miał zastosowanie podobne do tych nieszkodliwych i niepozornych pagerów, które pamiętamy sprzed kilkunastu lat, to przez długi czas (ponad osiem lat) amerykańska Federalna Komisja Łączności (FCC) nie zgadzała się na dopuszczenie go do sprzedaży. Ze względu na to ograniczenie pierwsze pagery były wykorzystywane tylko przez instytucje, np. szpitale. W owym czasie urządzenia nie miały jeszcze ani swojego charakterystycznego wyglądu, ani nawet chwytliwej nazwy.

Pierwszy przenośny odbiornik stworzony z myślą o prywatnych użytkownikach trafił do sklepów w roku 1974. Był to Pageboy I, którego nazwa przyczyniła się do powstania słowa „pager”. Pageboy cechował się niewielkim zasięg i nie miał wyświetlacza, a jedynie powiadamiał dźwiękowo, że ktoś próbował się z tobą skontaktować.

Do roku 1980 pagery sprzedały się w liczbie 3,2 miliona egzemplarzy na całym świecie. To niski wynik; wręcz skromniutki, jeśli weźmiemy pod uwagę, że dziś po świecie krąży 6,8 miliarda telefonów komórkowych.

Nietrudno zrozumieć, dlaczego technologia nie od razu znalazła miłośników. Na kiepską sprzedaż miały wpływ ograniczenia sprzętowe: ze względu na mały zasięg pagery wykorzystywano miejscowo, w granicach budynku czy kompleksu budynków, czyli głównie w firmach, instytucjach albo szpitalach. Prawdziwy boom na te urządzenia miał dopiero nadejść – wraz z ich oczekiwaną ewolucją.

Przełom i upadek

Wkrótce na rynek trafiły pagery działające na dużych dystansach – i wtedy zaczął się prawdziwy boom. Do roku 1990 sprzedaż sięgnęła 22 milionów egzemplarzy, a do 1994 61 milionów. Na połowę dekady przypadł szczyt popularności tego urządzenia, które było nie tylko przydatne, ale także po prostu modne: używali go piosenkarze, aktorzy, politycy i inni celebryci.

Niedługo potem jednak zaczęły rozpowszechniać się telefony komórkowe. Dla szarego Kowalskiego pager szybko tracił rację bytu.

Jak jest dziś? Pod koniec 2012 r. amerykańskie hrabstwo Lauderdale wydało 400 tys. dol. na pagery dla strażaków – czyli jednej z niewielu grup zawodowych, które wciąż mogą uznawać ten przyrząd za przydatny. Pager jest lekki, działa niezależnie od sieci telefonicznej i jest na tyle głośny, by wybudzić strażaka ze snu. Wysyła co prawda tylko jedną wiadomość, ale w tym przypadku więcej nie potrzeba.

A jednak mimo niewielkich wymagań okazało się, że pieniądze wyrzucono w błoto. Pagery nie spełniły nowych kryteriów FCC: obsługiwały zbyt duży zakres częstotliwości, co wywoływało obawę o występowanie zakłóceń sygnału. Urządzenia muszą zostać wymienione na nowe do końca roku. Czy nie łatwiej byłoby używać po prostu telefonów komórkowych?

Nie zawsze. Z pagerów nadal korzysta się tam, gdzie nie sięgają sieci telefoniczne, choć miejsc znajdujących się poza zasięgiem jest z roku na rok coraz mniej. Przydają się także w sytuacjach wyjątkowych, gdy sieci są przeciążone (tak jak było po atakach na londyńskie metro z 2005 r.). Ponadto używają ich w swoim obrębie firmy, domy opieki czy szpitale.

Mimo posiadania stałej klienteli branża maleje. W roku 1996 zyski jej amerykańskiego odłamu sięgały ponad czterech miliardów dolarów; w 2002 – dwóch miliardów, a w 2011 już tylko 489 milionów.

W erze superkomputerów, które zawsze nosimy w kieszeni, pager po prostu nie ma racji bytu. Nawet jeśli jednostki nadal wykorzystują go w specyficznych celach, jest to gadżet, który prawdopodobnie już nigdy nie będzie potrzebny żadnemu z nas – szarych użytkowników technologii. Przypomnimy sobie o nim tylko przy okazji powtórek starych seriali albo filmów, których akcja rozgrywa się przed dwudziestoma laty.

Epitafium dla pagera

Pager żył krótko, ale barwnie. Nie powinniśmy ignorować roli, którą odegrał w rozwoju komunikacji. Co można powiedzieć, żeby upamiętnić ten wyjątkowy wynalazek; to dziecko swojej epoki, elektroniczny „one-hit wonder”, który nie potrafił ewoluować ani odnaleźć się w nowych czasach, a w szerokim kontekście stał się zbędny i został raz na zawsze wyparty ze zbiorowej świadomości?

Pagerze – z całym szacunkiem…

Byłeś ciekawym gadżetem, w sam raz na pasek pod gajer.

Pamięć o Tobie trwać będzie – w pierwszym sezonie “The Wire”.

Kategoria posta: Telefony komórkowe

Tagi: historia pagera, pager

  • Roman

    Pager umarł, ale na jego miejsce jest komórka i nikt nie tęskni. Mając takiego G2 posiadamy pager/konsolę/organizer/telefon w jednym ;)