Czubówna, Suzin, Knapik i inni. Legendarne głosy telewizji

Kojąca narracja Krystyny Czubówny, dostojny ton Jana Suzina, sympatyczne brzmienie Janusza Szydłowskiego czy “przesterowane” dźwięki wydobywające się z gardła Tomasza Knapika – to legendarne głosy polskiej telewizji. Poznajmy ich właścicieli.

Krystyna Czubówna

Czy lektor czytający tłumaczenie może sprawić, że tłumaczony program telewizyjny stanie się lepszy od oryginalnego? Krystyna Czubówna udowadnia, że tak. Jej czysty, spokojny głos sprawiał, że nawet niezbyt udane filmy dokumentalne oglądało się znakomicie.

Droga do sukcesu Czubówny była kręta i wyboista. Jako młoda dziewczyna chciała zostać aktorką, ale rodzice byli temu przeciwni. Postanowiła spróbować sił w biznesie, ale uznała, że to nie dla niej. Studiowała prawo, ale i z tą dziedziną nie było jej po drodze. Znalazła pracę w radiu… i wtedy wszystko się zmieniło. Wkrótce trafiła do telewizji jako lektor i dziennikarka i wreszcie zaczęła robić coś, co naprawdę lubiła. W latach 90. wyspecjalizowała się w filmach dokumentalnych.

Choć Krystyna Czubówna porzuciła zawód lektora, nadal jest uznawana za jeden z najbardziej charakterystycznych głosów telewizji.

Jan Suzin

Niski, dystyngowany głos Jana Suzina przez lata był wizytówką polskiej telewizji – podobnie jak sam Suzin, który stał się symbolem klasy i dobrego smaku. W TVP słyszeliśmy go w latach 1955-1996. Był zarówno prezenterem, jak i lektorem programów telewizyjnych oraz filmów (głównie westernów). Na koncie ma również kilka ról filmowych; najczęściej wcielał się w spikerów telewizyjnych.

Suzin urodził się w roku 1930 w Warszawie. Z wykształcenia był architektem, a karierę telewizyjną rozpoczął… z ciekawości. W roku 1955 młodziutka wówczas Telewizja Polska ogłosiła konkurs na spikera. Ciekawy nowych mediów Suzin wziął w nim udział i zwyciężył, pokonując 2000 konkurentów. Został jednym z dwóch pierwszych lektorów telewizyjnych w kraju.

Co ciekawe, Jana Suzina trudno było uznać za miłośnika telewizji. Nie miał telewizora i krytykował kierunek, w jakim rozwijała się telewizja na przełomie wieków. Zmarł w roku 2012. Spoczywa na Powązkach.

Jarosław Łukomski

Jeśli skacząc po kanałach, trafiamy na napisy końcowe, a lektor mówi: „czytał Jarosław Łukomski”, prawdopodobnie właśnie skończył się jakiś duży, głośny, popularny film akcji. Donośny głos Łukomskiego najczęściej słyszymy w blockbusterach. Prawdopodobnie dlatego, że sprawdza się w nich idealnie – słychać go mimo huku wystrzałów i eksplozji.

Urodzony w roku 1962 Łukomski to człowiek orkiestra. Jest doktorem ekonomii, lektorem, tłumaczem, szkoleniowcem, trenerem biznesowym, byłym wykładowcą, a także doświadczonym managerem – w ubiegłej dekadzie przewodził polskim filiom dwóch dużych zagranicznych korporacji.

Maciej Gudowski

Głos Macieja Gudowskiego jest ceniony ze względu na subtelność. Jest nienachalny, wtapia się w tło i pozwala zapomnieć o tym, że słuchamy lektora. Dzięki temu Gudowski może przeczytać wszystko: od filmów rysunkowych począwszy, a na “Ojcu chrzestnym” skończywszy, a my, widzowie, nie odniesiemy wrażenia, że to nie jego rewiry.

Urodzony w roku 1955 Gudowski ma wykształcenie ekonomiczne. W młodości przez kilka lat był pracownikiem naukowym, lecz porzucił tę ścieżkę kariery w latach 80., po wygranym konkursie na spikera radiowego, w którym pokonał blisko 300 innych kandydatów.

W tamtych czasach praca spikera radiowego wiązała się z obowiązkiem udzielania głosu w telewizji. Gudowski zaczął więc czytać listy dialogowe w filmach, a także podkładał głos w programach informacyjnych. Przez pewien czas był nawet prezenterem Teleexpressu, choć – jak przyznaje – sam od dawna nie ogląda telewizji.

Gudowski to jeden z najbardziej rozchwytywanych polskich głosów. Jednego dnia potrafi nagrać ścieżki lektorskie nawet do czterech filmów.

Janusz Kozioł

Charakterystyczny niski, lecz miękki i przyjemny głos, dzięki któremu poznaliśmy tak kwieciste wyrażenia, jak “zrobię ci z tyłka jesień średniowiecza”, należy do Janusza Kozioła, czyli zawodowego… czołgisty. Być może słynny lektor do dziś jeździłby czołgiem, gdyby nie kontuzja, która zmusiła go do zmiany kariery.

Lektorem został w latach 70., i to w zasadzie przez przypadek, kiedy zadzwonił do radia, aby skrytykować praktykę wyciszania piosenek przed zakończeniem. Słuchawkę podniosła Alina Rudnicka – jedna z legend polskiego radia – która dostrzegła potencjał w głosie wpienionego słuchacza i zaproponowała mu pracę spikera. Choć Kozioł wkrótce zajął się także czytaniem filmów, to właśnie radio pozostało jego największą miłością.

Tomasz “Ramirez” Knapik

Głos jedyny w swoim rodzaju: nie ma drugiego takiego w Polsce ani na świecie. Chropowaty, dudniący, donośny, osobliwy i zapadający w pamięć. Momentalnie kojarzony z magią kina (zwłaszcza taniego, z epoki kaset wideo). Jeszcze bardziej imponujący na żywo, w zestawieniu z właścicielem – bo trudno uwierzyć, że ktoś naprawdę może mieć tak fantastyczny głos; że to nie efekt specjalny.

Doktor inżynier Tomasz Knapik urodził się w roku 1943. Jest rodowitym warszawianinem, z wykształcenia elektrotechnikiem, obecnie emerytowanym pracownikiem naukowym. To nie coś, czego spodziewalibyśmy po lektorze, któremu zawdzięczamy najbardziej soczyste przekleństwa w historii telewizji.

Przygodę z mediami zaczął w czasach szkolnych. Mając 16 lat, trafił do radiowej Rozgłośni Harcerskiej, skierowany tam przez nauczycielkę będącą pod wrażeniem tak jego głosu, jak i umiejętności recytacji. Następnie przeszedł do Polskiego Radia, a potem do Telewizji Polskiej.

“Ramireza” najlepiej znamy jednak z ery VHS – przełomu lat 80. i 90., kiedy to na polskim rynku pojawiły się magnetowidy i kasety wideo, dostępne głównie nieoficjalnymi kanałami. Knapik podkładał wtedy głos w filmach praktycznie każdego gatunku – w klasyce kina, niskobudżetowych jatkach klasy C, a nawet erotyce. Czy to lektorskie rozmienianie się na drobne? Nic podobnego. Jak mówi sam Knapik, “słyszałem właściwie wszystkich moich kolegów po fachu czytających filmy porno. Różnica jest taka, że ja się nie wstydzę, a inni robią z tego tajemnicę”.

Dlaczego “Ramirez”? Słynna ksywka Knapika powstała w czasach, gdy nagrywał ścieżki lektorskie metodą chałupniczą, korzystając z mikrofonu i magnetowidu. Hiszpańskie imię przylgnęło do niego, gdy przy kolegach syna huknął do mikrofonu kwestię: “Ramirez, [ocenzurowano], to były moje konie!”.

* * *

A gdzie Janusz Szydłowski? Mirosław Utta? Janusz Brzostyński? Andrzej Gajda? Gdzie cała reszta słynnych polskich lektorów?

Tam, gdzie zawsze, czyli w telewizji. Polskie stacje mogą się pochwalić armią świetnych głosów. Nie sposób opisać ich wszystkich. Zwłaszcza że trzeba znaleźć czas i miejsce na kilka słów o najlepszych tłumaczach, bez których kultowe filmy nie przyniosłyby tylu kultowych powiedzonek. O nich napiszemy następnym razem.

Kategoria posta: TV/Audio/Video

Tagi: lektorzy, telewizja

Możliwość komentowania jest wyłączona.