Czego nie wolno w telewizji. Historia cenzury

Telewizja może wszystko? Niezupełnie. Wielu rzeczy nie można w telewizji ani pokazać, ani powiedzieć, ponieważ jest to medium cenzurowane od samego początku jego istnienia.

Na straży moralności i bezpieczeństwa narodowego

Cenzura telewizji zaczęła się na dobrą sprawę, jeszcze zanim powstała telewizja. Surowe oko cenzorów po raz pierwszy padło na nowe media w Stanach Zjednoczonych w 1934 r. wraz z powstaniem organu zwanego Federalną Komisją Łączności (FCC). Rząd Roosevelta powołał ją w celu nadzorowania przekazu w prywatnych stacjach radiowych, czyli pilnowania, czy w eter nie idą gorszące albo wywrotowe treści. W statucie komisji stały co prawda slogany o pilnowaniu wolności wszystkich ras i wyznań do korzystania z częstotliwości radiowych, lecz zarazem podkreślano regulacyjną rolę instytucji: miała ona służyć także sprawom obrony narodowej oraz „promować bezpieczeństwo życia i własności poprzez użycie radia”.

Choć telewizja wówczas jeszcze nie istniała (a przynajmniej nie w postaci komercyjnej, jaką znamy dziś), to FCC miała stać się fundamentem późniejszej telewizyjnej cenzury. Komisja od chwili powołania dysponowała prawem do cenzurowania treści. Trudno się temu dziwić; cenzura filmów kinowych nie była przecież niczym nowym.

Już w 1915 r. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych orzekł, że film nie jest sztuką, lecz produktem komercyjnym, a zatem nieobjętym pierwszą poprawką do konstytucji, gwarantującą wolność wypowiedzi. Po czterdziestu latach decyzję te wycofano, ale do tego czasu cenzura zagościła w mediach na stałe, a znaczna część odbiorców otwarcie ją popierała.

Hollywood liczy na Haysa

Nie sposób nie wspomnieć o zjawisku, które zmieniło historię kina, a pośrednio również telewizji. Mowa o ustanowieniu w 1934 r. tzw. Kodeksu Haysa, który przez około 30 lat obowiązywał hollywoodzkie studia, wyznaczając twórcom moralne granice przekazu. Co ciekawe, ta cenzorska inicjatywa wyszła nie od władz, ale od samych tuzów Hollywoodu, zaniepokojonych skandalami z udziałem gwiazd, które wzburzały opinię publiczną i groziły spadkiem przychodów z kin.

Producenci zatrudnili Williama Haysa – wysoko postawionego członka kościoła prezbiteriańskiego, a zarazem prezesa związku przedsiębiorców filmowych – do opracowania zasad, dzięki którym kino byłoby tematycznie bezpieczne i nie urażało niczyich gustów.

Zakazano między innymi pokazywania ludzi wziętych w niewolę (ale tylko białych), wyśmiewania się z kleru, przeklinania, pokazywania porodu czy związków międzyrasowych. Nakazano również szczególną ostrożność podczas pokazywania flagi, gwałtów, przemytu czy zażywania narkotyków. Jeżeli cenzorzy doszli do wniosku, że filmowcy przesadzili, film po prostu nie trafiał do dystrybucji. Kodeks Haysa porzucono w latach 60.

Nagi ptaszek Tweety

Rozkwit telewizji (amerykańskiej i nie tylko) przypada na lata 50. ubiegłego wieku. Wtedy też zaczęła się kształtować poświęcona nowemu medium cenzura. FCC zakazała nadawcom telewizyjnym pokazywania materiałów nieprzyzwoitych i obscenicznych, czyli takich, które mogą urażać uczucia, a także są pozbawione wartości naukowej czy artystycznej.

Zasada ta obowiązuje do dziś, przez co podobnie jak 60 lat temu „nieprzyzwoite” treści pokazywane są w godzinach nocnych. Z czasem jednak zmieniała się definicja tego, co uznawano za nieprzyzwoite. Twórcy stopniowo mieli coraz większe pole do popisu, choć drogę do (względnej) swobody obyczajowej pokonywano małymi krokami.

Jak bardzo pruderyjna była ówczesna widownia? Jak bardzo gorliwi byli cenzorzy? Otóż na początku lat 40. nawet ptaszek Tweety stał się obiektem ich zainteresowania, ponieważ jako nieopierzony pisklak został uznany za postać nagą i gorszącą. Wtedy też zmieniono jego kolor – z cielistego na znany dziś żółty.

Dwa wielkie problemy telewizji lat 50. to związki i… toalety. Oczywiście na cenzurowanym była przemoc, ale to temat wywołujący kontrowersje nawet dziś. Ciekawszy jest fakt, że zakazane było np. pokazywanie par dzielących łóżko – nawet małżonkowie zawsze spali osobno. Widzowie nie mogli zobaczyć kobiet w ciąży; ba, samo słowo „ciąża” znajdowało się na zakazanej liście!

Zabronione było również pokazywanie kobiecego pępka. W latach 60. cenzorzy zmusili producenta serialu „Star Trek” Gene’a Roddenberry’ego do zakrycia brzucha aktorki Mariette Hartley. Gene zrewanżował się komisji kilka lat później, obsadzając Hartley w swoim nowym serialu “Genesis II”, w którym zagrała szczęśliwą posiadaczkę dwóch pępków.

A toalety? Były złem ostatecznym; ich widok bulwersował cenzorów bardziej niż nagie rysunkowe ptaszki, toteż pokazywanie klozetów było absolutnie zakazane. Za wielki przełom uważany jest odcinek serialu „Leave It To Beaver” z 1957 r., w którym po raz pierwszy w historii telewizji pokazano spłuczkę, wycięto jednak ujęcia samej muszli. Kolejnym krokiem milowym okazał się serial „All In The Family” z 1971 r., w którym po raz pierwszy użyto dźwięku (i tylko dźwięku) wody spłukiwanej w toalecie.

226 wyciętych przekleństw

Z czasem twórcy mogli pokazywać coraz więcej, ale głównie w kinie, czyli medium, w którego częściowym „uwolnieniu” pomogło stworzenie kategorii wiekowych. Po upadku Kodeksu Haysa na seanse filmów uznanych za zbyt brutalne czy wulgarne po prostu nie wpuszczano osób w wieku niższym niż zalecany przez organizację MPAA (Motion Picture Associaton of America). Takie kategoryzowanie, będące dziś standardem w Hollywood, także można uznać za formę cenzury – producenci często walczą o bardziej dochodową kategorię dla filmów, przemontowując je według uwag MPAA.

Uwolnione od Haysa kino odetchnęło, a przy okazji zaczęło sprawiać telewizji niemałe problemy. Coraz bardziej śmiałe hity z wielkiego ekranu nie nadawały się do pokazania w nadzorowanej przez cenzorów telewizji. Z problemu wybrnięto, przygotowując specjalne wersje kinowych produkcji.

Najbardziej ekstremalnym przypadkiem dostosowywania wulgarnych kinowych przebojów do telewizyjnych standardów jest ocenzurowana wersja „Człowieka z blizną” Briana de Palmy. W filmie tym najpopularniejsze anglojęzyczne przekleństwo pada 226 razy, a do tego wypowiadane są kwestie nieobyczajne z innych powodów. Wszystkie nieprzyzwoite dialogi zostały nagrane na nowo w złagodzonej wersji, a sceny przemocy albo skrócono, albo całkiem wycięto.

Nie tylko wtedy, nie tylko w USA

Dziś w Stanach cenzura nadal obowiązuje – głównie w mediach publicznych. Nie jest jednak tak oczywista, a często występuje wręcz spontanicznie: nagle eksploduje, wywołuje falę uderzeniową i znika. Gdy podczas mistrzostw Super Bowl Janet Jackson niechcący pokazała pierś, FCC nałożyła na stację CBS karę w wysokości ponad pół miliona dolarów. Do telewizji wpłynęło także ponad pół miliona skarg. W efekcie rozpoczęła się telewizyjna paranoja, w ramach której twórcy serialu „Gotowe na wszystko” dostali polecenie cyfrowego wymazania sutków widocznych pod koszulkami aktorek. Mimo wszystko z czasem skandal rozszedł się po kościach.

Cenzura istnieje wszędzie i dotyka różnych aspektów programów telewizyjnych. W 1979 r. w Arabii Saudyjskiej zakazano pokazywania wszystkiego, co było związane z Miss Piggy – gwiazdą popularnych na całym świecie Muppetów. Powód? Sam fakt, że Piggy była świnią, czyli zwierzęciem uważanym w kulturze arabskiej za nieczyste. Muppety zniknęły z tamtejszej telewizji, a towary opatrzone podobizną kukiełki zostały skonfiskowane sprzedawcom i spalone.

W Indiach istnieje natomiast zwyczaj cenzurowania napisów do filmów i seriali telewizyjnych. Zwykle używane są łagodniejsze zamienniki, np. jeśli postać wypowiada słowo „hell” (piekło), pojawia się podpis „inferno”.

A co z Polską?

W czasach PRL-u cenzurowano prewencyjnie wszystko, co miało zostać pokazane i powiedziane w telewizji. Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk sprawdzał treści według instrukcji PZPR – głównie pod kątem politycznym; cenzura obyczajowa była znacznie mniej dotkliwa niż w analogicznym okresie w Stanach Zjednoczonych. Decyzje cenzorów nie były kontrolowane sądownie aż do roku 1981, co oznacza, że nie można było ich zaskarżyć. Dopiero w 1990 r. cenzura oficjalnie zakończyła swój żywot.

Ale czy aby na pewno? Obecnie rolę zbliżoną do cenzora odgrywają Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji oraz Rada Etyki Mediów. Organizacje te nie działają jednak prewencyjnie, lecz nakładają kary za łamanie ustaw oraz zasad etycznych. Przykładowo: w roku 2006 Polsat zapłacił pół miliona złotych za emisję programu, w którym Kazimiera Szczuka miała wyśmiewać niepełnosprawną redaktorkę Radia Maryja. Kar nie uniknęła nawet telewizja publiczna: na 5000 zł wyceniono szkody wyrządzone w ostatnie wakacje przez kabaret Limo, którego występ uznano za obrażający uczucia religijne.

Co więcej, polskie media często dokonują autocenzury, na przykład tłumacząc zagraniczne filmy. Choć możemy śmiać się z tego, jak w dialogi ingerują Hindusi, to nasz zwyczaj przekładania najgorszych angielskich przekleństw na lekkie językowe zaczepki mógłby za granicą wydać się równie dziwaczny.

Jaki z tego wniosek?

Cenzura jest ściśle związana z telewizją i zawsze będzie obowiązywać, w takiej czy innej formie. Wynika to ze specyfiki telewizji: medium niezwykle atrakcyjnego, przystępnego, taniego i szeroko dostępnego. Nie znaczy to jednak, że nigdy nie próbowano wyłamać się spod jej jarzma; samotni bojownicy z undergroundowych, nie zawsze legalnych stacji stawiali opór oficjalnie obowiązującym regułom. O nich napiszemy jednak innym razem.

  • Marzena88

    Cenzurowanie sutków w filmach i grach – nawet tych spod koszuli zakrawa na obłęd. To zwyczajna manifestacja siły i kontroli władzy, bo jakie szkody może komuś wyrządzić widok sutków, które przecież mamy wszyscy?