Co nas kręci, co nas podnieca, czyli o popularności reality TV

Choć szał na Big Brothera i jego klony minął, popularność reality TV nie gaśnie. Obserwowanie prawdziwych ludzi w zwyczajnych-niezwyczajnych sytuacjach zdominowało ramówki stacji popularnonaukowych. Dlaczego wciąga nas coś, co na pierwszy rzut oka powinno nudzić albo zniesmaczać?

70 lat reality TV

Co do tego, że lubimy podglądać, nie ma najmniejszych wątpliwości. Co więcej, masowy medialny wojeryzm to żadna nowość.

Już w latach 40. dużą popularność zdobył amerykański show radiowy „Queen for a Day”. Uczestniczki tego nietypowego konkursu miały szansę wygrać nagrody, których sobie zażyczyły, a ponadto bonusy: kosztowne artykuły AGD czy ubrania. Był tylko jeden warunek: kobiety musiały opowiedzieć całemu światu o swoich problemach. Im bardziej poruszająca była ich historia, tym głośniej bito brawa, zaś zwyciężczynię wybierano, mierząc natężenie oklasków.

Już siedemdziesiąt lat temu rozrywką stały się ludzka bezsilność, tragedie i łzy rozpaczy. Czy to nie oburzające? Etycznie wątpliwe?

Być może, ale kim jesteśmy, by to oceniać, skoro sami spędzamy mnóstwo czasu przy cynicznej reality TV?

Cyniczna telewizja

„Przerośniętemu ego i złym decyzjom zawdzięczamy sporo pamiętnych chwil” – taki nagłówek otwiera opublikowany przez Today.com artykuł wyliczający najgłupsze posunięcia bohaterów reality TV. I to jest strzał w dziesiątkę. „Prawdziwa telewizja” to silne charaktery, intensywne emocje, konflikty i efektowne porażki.

- Wojeryzm reality TV polega na tym, że bierny widz jest karmiony kawałkami pieczołowicie zmontowanych sytuacji, które pozwalają wydać łatwy osąd i czuć się lepszym od obcych ludzi robiących z siebie idiotów – twierdzi dziennikarz The New Yorkera James Wolcott.

- Dzisiejsze pokolenie nie chce oglądać starożytnych aktorów recytujących swoje kwestie – mówi Melissa Jo Pelter, odpowiedzialna m.in. za przebojowego „Zaklinacza psów”. – Oni chcą widzieć samych siebie: niegrzecznych, surowych, roszczeniowych, odbitych w ekranie telewizora.

Skąd bierze się ta chęć patrzenia na innych z góry? Etyk i religioznawca Austin Cline uważa, że reality TV opiera się na Schadenfreude – czerpaniu przyjemności z cudzego nieszczęścia. Wielu kulturoznawców przyznaje mu rację; nie bez przyczyny ukuto określenie „humilitainment” (rozrywka polegająca na upokarzaniu) na potrzeby reality show. Obserwujący upokorzenia widz zaś może doświadczać uczucia katharsis – tym silniejszego, że wynikającego z obserwowania prawdziwych sytuacji.

Co nas kręci, co nas podnieca

Cudza porażka może nas bawić – temu trudno zaprzeczyć. Ale czy oglądając reality TV, jesteśmy złymi ludźmi? Niekoniecznie. Według Catherine Small z portalu Psychologies.co.uk w tego typu programach szukamy wrażeń, których nie dostarcza monotonna codzienność. To proste, przystępne wyjaśnienie, na którym wygodnie byłoby zamknąć dyskusję, jednak nie wszyscy zapytani mówią o przyczynach i skutkach popularności reality TV tak łagodnie.

Dr Douglas Gentile obawia się, że obcowanie z silnymi negatywnymi emocjami wynikającymi z prawdziwych sytuacji może sprawić, że sami staniemy się bardziej agresywni. Psycholog Romeo Vitelli przytacza wyniki badań, według których widzowie reality TV są bardziej skłonni uwierzyć, że prawdziwe relacje społeczne wyglądają tak, jak na ekranie telewizora. Sądzą oni, że dysfunkcyjne związki to powszechne zjawisko, a w relacjach z partnerami kładą dużo większy nacisk na seks.

Choć w reality TV jest pewna wartość poznawcza, to – jak przypomina Austin Cline – nie są one programami dokumentalnymi. Ta rozbieżność między tym, czym reality show są, a tym, za co je mamy, może być przyczyną problemów.

Widzowie mają w zwyczaju zapominać, że reality TV jest nie do końca prawdziwa. Cline przypomina, że uczestnicy programów są dobierani według klucza: ich charaktery muszą być wyraziste, wpasowywać się w pewien ustalony wzór oraz ze sobą kolidować. Co więcej, odcinki są montowane w taki sposób, by wyolbrzymiać dramatyzm sytuacji. Można łatwo zauważyć, że podobne zasady dotyczą nie tylko produkcji typu „Big Brother”, ale również współczesnych reality show, śledzących życie i pracę projektantów motocykli, kierowców ciężarówek czy innych ludzi wykonujących rzadkie czy trudne zawody.

Czy reality TV to samo zło?

Znajdą się tacy, którzy gorliwie zaprzeczą. „Reality TV może prowadzić do ulepszenia zachodniej cywilizacji” – twierdzi antropolog Grant McCracken. Według naukowca główną siłą tego typu rozrywki jest wyjście poza ramy dotychczas pojmowanej gatunkowości.

Co lepsze, reality show są nieprzewidywalne, a niekiedy ich oglądanie powoduje wręcz psychiczny dyskomfort. Ten nowy gatunek rozrywki wiecznie ewoluuje, dzięki czemu potrafi wyjść poza oczekiwania. To zaś sprawia, że widz, nie będąc w stanie się domyślić, co będzie dalej, zaczyna się nad tym zastanawiać i analizować różne warianty.

Czy reality TV jest więc ćwiczeniem dla umysłu? Może nawet czymś więcej. Wspomniana już Catherine Small zauważa, że niektóre programy z tego gatunku pomagają szerzyć kulturę i wiedzę. W ramach „Clash of the Choirs” wyłaniano najlepszy 20-osobowy chór, zaś „How Mad Are You?”, mieszający chorych psychicznie ze zdrowymi, ale bez określania, kto należy do której grupy, to fascynujące studium ludzkich zachowań.

Ilu badaczy, tyle opinii.

Kto ma rację?

Wszyscy.

Problem w ocenie zjawiska polega na tym, że patrzymy na nie przez pryzmat sensacyjnych formatów opracowanych kilkanaście lat temu. Już za późno na tak ograniczone postrzeganie reality TV. Gatunek ten istnieje od kilkudziesięciu lat, choć nie zawsze był określany w ten sposób. Do dziś zdążył się rozrosnąć, wyewoluować i wyszlachetnieć. W jego ramach można zrealizować zarówno prawdziwe dzieło sztuki, jak i najgorszą telewizyjną popłuczynę.

Tylko od nas zależy, którą grupę programów będziemy oglądać.

Kategoria posta: TV/Audio/Video

Tagi: reality show, reality tv, telewizja

  • Sikanamura

    Reality show – dlaczego wciąga nas coś, co powinno zniesmaczać? – Genialny zestaw słów. – Pewnie dlatego, że wszyscy jesteśmy porąbanymi zboczeńcami, psychologicznie zmanipulowanymi (oczywiście niedzielnymi – kwintesencja manipulacji) telewidzami spragnionymi intymności (bo nam oczywiście jej ogromnie brak [żona jak zwykle marudzi i jakby obca, kumple udają, że im w małżeństwie dobrze]), więc… Zapraszam na piwo :)

    • Pique12

      Tekst z żoną/dziewczyną oraz kumplami popieram w 100%, ale to pewnie dla tego że faceci to debeściaki i z problemami radzą sobie sami ( ciekawe czemu największe grono samobójców oraz alkoholików stanowią faceci …) A tak na poważnie to nie problemem są telewidzowie którzy to oglądają, od coś się dzieje, można potem pogadać o tym ze znajomymi, albo poprawić sobie nastrój, że jesteśmy dużo lepszymi obywatelami. Problemem dla mnie są ludzie którzy przed kamerami uprawiają sex, bądź knują intrygi pokazując jak wiele dla nich znaczy zaufanie czy lojalność. Młode dziewczyny, które chwalą się z kim spały, albo robią to na oczach tysięcy widzów?…ludzie a gdzie jest godność ? PS – kobiety pracujące w branży +18 chociaż zarabiają na życie w ten sposób ciężką pracą, ale chociaż uczciwą a te dziewoje?? wygrywa zazwyczaj jedna osoba, więc charytatywnie robić z siebie taki show… No nic, siadłem na tych dziewczynach bo kiedyś jednak inne były ideały, a faceci jak to faceci (większość), trafi się okazja – grzech nie spróbować

  • ips

    kogo wkreca to wkreca skoro coś takiego wkręca autora to gratuluje umysłu… jesteś pan żałosny

  • Marucins

    Jakie “nas” jakie “nas”!!?