4:3, kolor, panorama, IMAX, 3D i więcej. Wojna kinowych formatów trwa od ponad 100 lat!

Jeśli popatrzeć na „Lawrence’a z Arabii” (1962) i „Johna Cartera” (2012), można pomyśleć, że w kwestii obrazu przez 50 lat niewiele się w kinie zmieniło. Ten sam panoramiczny format, podobna wyrazista kolorystyka, 24 klatki na sekundę. A jednak zmieniło się prawie wszystko – i nie były to spokojne zmiany, lecz brutalna wojna, po której na polu walki pozostali najsilniejsi.

Twórczy chaos

Początki filmu były chaotyczne – do tego stopnia, że nie sposób dziś powiedzieć, kto jako pierwszy wynalazł kamerę. W drugiej połowie XIX wieku nie istniały żadne standardy, nie było sprawdzonych metod i nikt nie wiedział, które rozwiązanie się przyjmie, a które nie. Wynalazcy podkradali sobie pomysły, ulepszali je, a jeśli mieli refleks – pędzili z nimi do biura patentowego, zanim zrobił to ktoś inny.

Historia pokazała, że Edison biegał najszybciej. Mówi się, że to on jest wynalazcą kamery, jako dowód wskazując jego kinetoskop opatentowany w roku 1887. Niedługo później, w 1891, Edison stworzył ulepszoną wersję urządzenia, czyli kinetograf… a raczej zlecił pracę nad nim swojemu asystentowi Williamowi Dicksonowi, pomysł zaś podsunął mu inny wynalazca – Eadweard Muybridge.

Autorstwo sprzętu filmowego trudno przypisać jednej osobie. Jeden z pierwszych projektorów filmowych, czyli Vitascope Edisona i Dicksona (głównie Dicksona), był rozwinięciem Phantoscope’u Charlesa Jenkinsa. A przecież na uboczu dokonań tych kilku wynalazców istniały jeszcze takie technologie, jak kinesigraf, chronofotografia, bioskop, eidoloskop, biograf i wiele innych.

Czego możemy być pewni? Tego, że w roku 1895 pojawił się kinematograf braci Lumiere i dzięki niemu historia kina ruszyła do przodu.

Pierwsze starcia

Za datę powstania kina przyjmuje się rok 1900. Choć już wcześniej odbywały się pokazy nagrań filmowych, mniej więcej wtedy pojawiły się pierwsze filmy przez wielkie F – korzystające z montażu i opowiadające jakąś historię. Wraz z ich nadejściem zaczęła się wojna dostawców sprzętu.

Bili się, na przykład, producenci taśm filmowych, oferujący produkty o różnych standardach. Sytuacja ustabilizowała się w roku 1908, kiedy to opatentowano komercyjną taśmę 35 mm, która na kolejny wiek miała stać się kinowym standardem. Oczywiście i w tym palce maczał obrotny Edison, który założył MPPC – Motion Picture Patents Company – czyli organizację jednoczącą interesy firm działających w branży filmowej, ustanawiającą obowiązujące w niej reguły.

Kolejny istotny przełom dokonał się w roku 1912, kiedy to firma Bell & Howell wypuściła na rynek pierwszą kamerę filmową wykonaną w całości z metalu. Surowiec został użyty ze względu na niewielką trwałość kamer drewnianych. O tej wadzie urządzeń przekonali się Martin i Osa Johnsonowie – filmowcy, których kamera podczas podróży po Afryce została przeżarta przez termity.

Wojna formatów

Największe bitwy toczono w wojnie formatów. Format obrazu możemy rozumieć jako jego proporcje – czy to zapomniane już telewizyjne 4:3 (czyli obraz prawie że kwadratowy), czy obecne 16:9, czy panoramiczne kinowe 2,35:1. W rzeczywistości formatów rozumianych w taki sposób istniało znacznie więcej: 1,25:1, 2:1, 1,66:1 i mnóstwo innych – większość z nich nie stała się jednak standardem albo była nim przez krótki czas.

Przez format możemy jednak rozumieć również cały proces kręcenia filmu i wykorzystywane podczas niego akcesoria. Na format składają się więc zarówno proporcje obrazu, jak i szerokość negatywu taśmy filmowej, rodzaj wykorzystywanych obiektywów i jeszcze kilka innych czynników.

W czasach kina niemego królował format 1,33:1, jednak pojawienie się filmów udźwiękowionych spowodowało spory problem. Dźwięk był zapisywany na bocznej części klatki filmowej, a więc aby go tam zmieścić, należało przyciąć obraz, który stawał się wówczas niemal kwadratowy. Widownia nie była zachwycona taką zmianą, toteż kina na swój sposób zaczęły eksperymentować z projektorami, zmieniając parametry wyświetlania i zasłaniając części obrazu, by wrócić do pierwotnych proporcji.

Metoda: każdy orze jak może nie podobała się wytwórniom filmowym, które w 1932 r. ujednoliciły zalecane ustawienia projektorów, tworząc tzw. Academy ratio, czyli format filmowy 1,375:1. Nie pożył on jednak zbyt długo.

Szeroka perspektywa

W roku 1952 pojawiła się Cinerama – format panoramiczny, czyli szerokoekranowy, rozumiany nie jako rozmiar obrazu, tylko jako cały proces kręcenia filmu. Cinerama była techniką filmowania z wykorzystaniem trzech zsynchronizowanych kamer ustawionych obok siebie. Efekt był imponujący; szeroki ekran zapewniał całkiem nowe doznania wizualne.

Warto dodać, że pomysł na panoramę nie wziął się znikąd. Na początku lat 50. pojawiła się telewizja z prawdziwego zdarzenia, którą kina postrzegały jako zagrożenie. Szeroki ekran wprowadzono po to, by odróżnić kino od telewizji – na jej niemal kwadratowym ekranie nie sposób było pokazać efektownego filmu szerokoekranowego.

Cinerama umarła bardzo szybko, bo już po roku pojawił się format anamorficzny, czyli korzystający z soczewek przystosowanych do wykonywania zdjęć panoramicznych. Filmowanie w panoramie było wcześniej możliwe albo z wykorzystaniem trzech kamer, jak w Cineramie, albo kosztem jakości obrazu. Klatka 35 mm jest zbliżona kształtem do kwadratu, a zatem zdjęcia o proporcjach prostokąta pozostawiały jej górną i dolną część niezagospodarowaną. Konieczne było więc powiększenie obrazu, aby dopasować go dużego ekranu, co powodowało rozmycie i utratę szczegółów.

Format anamorficzny pozwalał wykonać szerokie zdjęcie na całej powierzchni kwadratowej klatki – było ono rozciągnięte w pionie. Projektory odtwarzające taśmę anamorficzną musiały być zaopatrzone w soczewkę przywracającą obrazowi właściwe proporcje. Zaletą formatu była znakomita jakość obrazu, który dzięki zagospodarowaniu całej klatki stał się o wiele bardziej szczegółowy niż panorama nieanamorficzna.

Pierwszym formatem oferującym panoramę anamorficzną był CinemaScope, ale szybko powstało mnóstwo jego naśladowców. Odmiany różniły się np. wykorzystywanymi soczewkami, ale w większości przypadków zmiany były bardzo drobne. I tak na świecie konkurowały się sobą Cinepanoramic, Euroscope, Ultrascope, Vistarama, AgaScope, Megascope czy Panavision, przy czym ten ostatni format miał okazać się najbardziej rozwojowy. Oprócz powyższych filmowcy mieli do wyboru jeszcze co najmniej kilkanaście innych możliwości.

Twórcy formatów, zaciekle walcząc o wsparcie wytwórni filmowych, zaczęli eksperymentować z taśmami. Pojawiły się filmy kręcone na bardziej szczegółowych taśmach Super 35 mm, 65 mm czy 70 mm, choć niektóre technologie były oszukane. Przykładowo: filmy korzystające z Super Techniramy 70 były kręcone na taśmie 35 mm, a następnie powiększane i umieszczane na taśmie 70 mm. Prawdziwym formatem 70 mm jest np. IMAX, wykorzystywany już od roku 1971. W młodych latach konkurował on z Ultra Panavision, Fox Grandeur, Todd-AO czy wspomnianą Techniramą.

Inne fronty

Walka firm technologicznych toczyła się także na innych frontach. W pierwszej połowie XX wieku bojowali twórcy procesów umożliwiających filmowanie w kolorze: Technicolor, Trucolor czy Cinecolor.

Kolor był dla branży filmowej ważny, ponieważ był ważny dla samych widzów. W roku 1935 Eastman Kodak zaoferował kolorową taśmę Kodachrome. Nie była to pierwsza technologia, która umożliwiała wykonywanie zdjęć w kolorze, lecz zyskała ona wielką popularność. Stała się tak znana i lubiana, że Paul Simon poświęcił jej piosenkę, a władze Utah na jej cześć nazwały park stanowy.

Bitwy toczono także na polu technologii 3D. Pierwsze próby podejmowano już na przełomie XIX i XX wieku, tworząc kamery o dwóch soczewkach i specjalne stereoskopy, czyli urządzenia, które umożliwiały oglądanie obrazów z dwóch projektorów.

Okularów anaglifowych, czyli działających na takiej zasadzie jak dzisiejsze okulary 3D (pokazywanie obrazu na przemian do jednego i drugiego oka), użyto po raz pierwszy w roku 1922. Były one zamontowane w kinowych fotelach i zsynchronizowane z projektorem.

Największe starcia producentów 3D miały miejsce w złotej erze tej technologii, czyli w latach 50., kiedy to korzystano z okularów z zielonym i czerwonym filtrem, współpracujących z systemami Bolex, Natural Vision, StereoVision czy trójwymiarowym Technocolorem.

Dziś sytuacja jest podobna. Technologii 3D jest wiele i różnią się między sobą, choć dla widza to bez znaczenia. Mamy więc najbardziej rozpowszechnione RealD 3D, a ponadto Dolby 3D, XpanD 3D, MasterImage 3D…

Mamy też kamery cyfrowe, które spychają taśmę na coraz dalszy plan od roku 2001. Wtedy to do kin trafił pierwszy film nakręcony w cyfrowym HD – „Pewnego razu w Meksyku”. Na sukcesy technologii nie trzeba było długo czekać; w 2009 po raz pierwszy film nakręcony bez użycia taśmy zdobył Oscara za najlepsze zdjęcia – był to „Slumdog Millionaire”.

Tak jak było w przypadku taśmy, technologii cyfrowych jest mnóstwo. Nikogo już one nie dziwią ani nie zachwycają; po prostu są standardem. Tylko tacy zagorzali miłośnicy tradycyjnego kina jak Quentin Tarantino upierają się przy pozostaniu przy taśmie.

Tymczasem dla większości z nas film to film.

Wieczna wojna

Przeciętny Kowalski nie potrafi stwierdzić, czy jakąś produkcję nakręcono cyfrowo, czy na taśmie – zresztą nie robi mu to żadnej różnicy. A przecież za kulisami, niekiedy nawet za plecami reżyserów, toczy się prawdziwa wojna dostawców filmowych technologii. Teraz skupiają się oni na podbijaniu rozdzielczości i eksperymentowaniu z liczbą klatek wyświetlanych w każdej sekundzie projekcji.

Co będzie dalej? Czas pokaże. 

  • piohabi

    Bardzo ciekawy artykuł, dziekuje!